Przeczytałam na WSJ, że Michelle Roark, mistrzyni freestyle skiing, wierzy, że znalazła pachnącą formułę, która pomoże zwyciężać w zawodach sportowych (jej jednakże autorski zapach nie przyniósł szczęścia). Opracowała zapach - wodę perfumowaną, którą nazwała Confidence (czyli pewność siebie, może to oznaczać też zaufanie lub wiarę). Nuty zapachowe? Olejek różany z Bułgarii, bergamotka z Włoch i grejfrut z Florydy. Podobno to dobre zapachy - aromatoterapeuci mówią, że olejek z grejfruta może pomóc przy poprawie humoru, olejek różany pomaga przy zwalczaniu negatywnych emocji, a olejek z bergamotki wmacnia koncentrację. Nie wiem, jak poważne są to twierdzenia - wydaje mi się jednak, że są zbyt uogólniające, że to nie jest nauka ścisła, raczej wypadkowa pewnych założeń i upodobań osobistych. Ale coś w tym jest. Bo dobre perfumy poprawiają samopoczucie, bo lepsze samopoczucie to większa wiara we własne możliwości, a od tego już tylko krok do zwyciężania.
Sportowcy często mają swoje prywatne rytuały, odprawiane przed startem, wielu tenisistów jest bardzo przesądnych, np. James Blake podczas turnieju tenisowego się nie goli - więc im bardziej zarośnięty na twarzy, tym więcej zwycięstw na korcie, inni zawodnicy nie zmieniają szafek w szatni podczas turnieju (podobno Nadal co roku używa tej samej), nie zmieniają też kortów podczas treningów. Racjonalnie rzecz biorąc, takie zachowanie nie powinno wpływać na osiągane wyniki. A jednak. To trochę przypomina samospełniającą się przepowiednię. Jeśli ktoś wierzy, że brak amuletu przynoszącego szczęście lub brak możliwości odprawienia jakiegoś rytuału przyniesie mu/jej pecha, to całkiem prawdopodobne jest, że nie będzie wystraczająco skoncentrowany, by wygrać mecz.
I tak chyba jest także poza sportowymi arenami. I co więcej, pewność siebie daje nie tylko zapach. Pewność sobie może dać dobry wygląd, fajna stylizacja. Mogą dać ją dobrze dobrane dżinsy :). Tu leży właśnie popularność programów Goka Wana, Carsona Kressley’a (amerykańskiego prowadzącego How to look good naked) czy Trinny i Susanny - oni nie zmieniają swoich bohaterek, nie odchudzają ich, nie wysyłają do chirurga plastyka. Uczą je po prostu dobrze się ubierać. I okazuje sie, że dobrze ubrana osoba zaczyna się dobrze czuć we własnej skórze, że dzięki temu zyskuje pewność siebie.
Tyle pisania, pora na obrazki - bo w takim zimnym październiku pewności siebie może dodać jedynie ciepłe ubranie. Na przykład taki zestaw od BS (sweter Xingu, rurki Laura i oficerki):



Niedawno pisałam o idealnym jesiennym swetrze, grubaśne swetry z aplikacjami trafiły też do serwisów modowych. Bo po prawdzie - grube ciepłe swetry to mus i must-have. Stylowy i pogodowy. A sweter Xingu nawiązuje do innego trendu bliskego mojemu sercu. Do trendu, który królował w latach 90. poprzedniego stulecia, a teraz powoli wraca na salonu, czyli do grunge’u, nazywanego teraz czasem neo-grunge’em. I wtedy i teraz oznaczało to nie tylko noś to, co chcesz, ale także noś się ciepło. To trend, który nie każdemu może się spodobać (w końcu o gustach….), ale nikt nie zaprzeczy, że jesienią i zimą jest niebywale praktyczny.